Zaczęło się niewinnie.
Na wiosnę, gdy córka miała 11 lat i
była w piątej klasie szkoły podstawowej, postanowiono zważyć i zmierzyć
wszystkie dzieci oraz poddać je testom na sprawność. Dziewczynki
zaczęły szeptać i porównywać się. Ta jest wyższa i waży mniej, a ta
niższa i waży więcej.
Nasza córeczka, która wydawało nam się,
że czuła się świetnie w swojej skórze, nagle zaczęła odczuwać, że
czegoś jej brakuje, aby dorównać koleżankom. Jej rówieśniczka Ariel,
szczuplutka Azjatka, stała się jej niedoścignionym przykładem.
Nasze dziecko wciągało brzuch, stojąc
zawsze z boku, by może stać się jedną z nich, z kliki. Jeszcze o tym
nie wiedzieliśmy. To dopiero wyszło na jaw w terapii rodzinnej prawie
rok później.
Nasza córka, wydawała nam się ciągle
zmęczona, niezadowolona, niechętna do zabawy z braciszkiem, którego
zawsze uwielbiała, do wypadów w naturę i w ogóle do rodzinnej rozrywki.
Kładliśmy to na karb zbyt wielu obowiązków szkolnych i gry na
skrzypcach.
Pokładała się, wiecznie niezadowolona i
zmęczona, jak młoda staruszka. Imponowała nam siła woli, gdy odmawiała
deseru, lub dokładki jedzenia. Zazdrościliśmy jej prawie takiej silnej
woli.
Pod koniec roku szkolnego powzięliśmy
decyzje, że wyrwiemy ja z tych wszystkich zobowiązań na długie,
rodzinne wakacje-wyprawę po Ameryce Centralnej.
Zorganizowałam wyprawę do Gwatemali,
Hondurasu i Belize, wierząc, że tam odtaje po swoim trudnym roku
szkolnym, nabierze radości życia i sił.
Zauważyliśmy jednak, że straciła sporo
na wadze i nie chciała jeść nic pomiędzy posiłkami. Mówiła, abyśmy dla
niej nic specjalnie nie zamawiali, że zje coś od nas wszystkich,
podzieli się z braciszkiem.
Była coraz szczuplejsza, wyglądała
ładnie, ale cos mi mówiło w sercu, że mamy problem.
Po powrocie z wakacji, mąż musiał za 6
dni wyjeżdżać do Polski na parę miesięcy do pracy. Nie było czasu, aby
to przedyskutować, wiec pojechał bez rozmowy na temat problemu córki. I
wtedy się zaczęło.
To, jeśli spojrzeć na sprawę bez świata
duchowego, ale my bardzo jesteśmy głęboko przekonani o nim. Odczułam,
jakby w momencie, nasz rycerz i obrońca oddalił się od domu. Jakby coś
nagle do niego wlazło, jak nie drzwiami, to oknem i zaczęło się tu
panoszyć, wybierając sobie nasza córkę za cel. To coś, od dawno czekało
na taki dogodny moment, kiedy nie ma pana i droga do ataku prawie
wolna, bo ze mną można sobie łatwo poradzić.
Córeczka zaczęła walczyć nie o
jedzenie, a raczej, aby nie jeść. Najpierw chciałam ją zmusić ostrym
tonem, wymusić posłuszeństwo, ale to w ogóle nie działało, potem krzyk,
walenie pięścią w stół, groźby, prośby i nic! Jakby mur, jakby jakąś
niewidoczna forteca powstawała w moim domu wokół mojego dziecka.
Jeszcze próbowała mnie przeprosić,
pisała listy jakby próbując nie strącić ze mną więzi, ale powoli jej
się to wymykało, a i ja czułam, jak staje się obca, zimna, zła, nie
moja.
Chuda, blada, niemiła dla mnie i teraz
już nawet dla ukochanego brata. Odcięła nas, odepchnęła. Zaczęła po
mnie "strzepywać" mój dotyk, jakby to był brud lub kurz. Nie chciała
patrzeć mi w oczy, przestała mówić dzień dobry, dziękuje, dobranoc. Gdy
zamykały się za nią drzwi w pokoju, słyszałam jak wyje, drapie
paznokciami biurko, płacze jakimś nieludzkim rykiem.
Słyszałam, jak na siebie krzyczy,
uderza się. Zobaczyłam na dłoniach mocne, czerwone rysy, powiedziała,
że zrobiła je ołówkiem. Chodziła po domu zgarbiona, ze spuszczoną
głowa, z rozpuszczonymi włosami, których nie chciała związać w kitkę,
ani usunąć z twarzy.
Przy tym wszystkim walka o to, by nie
jeść przy każdym posiłku.
Wstawałam wcześnie rano, równo z nią,
aby dopilnować, żeby wypiła koktajl, do którego wsypywałam proteinę,
aminokwasy, tryptophan, witaminy, olej lniany, wrzucałam orzechy,
banana i co tylko mogłam, gdy nie patrzyła mi na ręce.
Wiedziałam, że jeśli to wypije i choćby
nie jadła przez resztę dnia, to jakoś przeżyje, a w międzyczasie uda mi
się ja przekonać do jedzenia, wyprowadzić z matni.
Grubo się myliłam, bo nie znałam mocy
swego oponenta! Moje dziecko przestało się modlić, wyśmiewało moje
prośby, aby zwróciła się ku Jezusowi i Światłu. Mówiła, że jest bardzo
zła osobą i jeślibym tylko wiedziała, jaka ona jest straszna, jakie ma
potworne myśli, jaka jest niegodna. Mówiła, ze ja mogę sobie w takie
bzdury wierzyć, a że ona jest już poza tym.
Czasami płakała godzinami, ale nie
pozwalała się dotknąć, czy pocałować. Starałam się jej przekazać, aby
trzymała się Światła, aby zwróciła się do Boga, do swojego Anioła
Stróża. Kręciła tylko przecząco głową, szlochała do późna w nocy. Rano
niewyspana, wycieńczona emocjonalnie, wygłodzona, szła do szkoły, jak
na skazanie. Obsesja na punkcie jedzenia połączyła się z obsesją na
punkcie pracy szkolnej. Miała same A plus i ciągle twierdziła, że za
mało pracuje...
Anoreksja-zakończenie
Powrót do
pierwszej strony